Jedwabny Szlak – Polska – Dzień 34 – Powrót do domu

Wielu mówiło że się nie da, że to nie możliwe, że UAZ na oryginalnym silniku nie da rady, a jednak! O godzinie 7:47 po 34 dniach, 14926km (+200km na lawecie) UAZ powrócił do portu.
Wyprawa ta była prawdziwą przygodą. Widzieliśmy piękne miejsca i spotkaliśmy wspaniałych ludzi, którzy byli tak na prawdę sensem tej wyprawy. Nie brakowało dobrych chwil ale te gorsze też się zdarzały. Najważniejsze że daliśmy radę. 
Dziękuje wszystkim, a przede wszystkim Jarosław Derek, bez którego nie było by to możliwe. Postawił tą blaszaną puszkę wielokrotnie z powrotem na koła:) Dziękuje też Adrianna Bryłka iSebastian Sarnecki że podjęli to wyzwanie. 
Do zobaczenia na szlaku.. Buchanka powróci na szlak:) 

Jedwabny Szlak – Kirgistan – Dzień 29 – Bischkek

Od rana ruszyliśmy do warsztatu. Niby prosta rzecz złożyć silnik jak wszystko przygotowane, niestety to silnik w którym nasi i nie nasi już byli, a Jarek nie potrafi po prostu złożyć – ma być dobrze. Po walce z za długimi popychaczami i innymi dziwnymi patentami rodem ze stodoły pod Czelabińskiem o godzinie 22:47 udało się pierwszy raz odpalić silnik. Bardzo szybko zyskał przydomek młockarnia ze względu na dźwięki jakie wydawał. Od śniadania praktycznie nic nie jedliśmy. Próbowaliśmy zamówić coś do zjedzenia, ale że nazwy ulic w Biszkeku zostały znowelizowane to nikt tak na prawdę nie wie gdzie co teraz jest. Poszedłem do grupki mężczyzna stojącej nieopodal bramy naszego warsztatu i poprosiłem o zamówienie pizzy. Jeden z nich zapytał sie czy to my jesteśmy tymi polakami na uazach, którym się silnik zepsuł? Nasze kontakty szukające dla nas ratunku obdzwoniły chyba wszystkich, a mężczyzna, który pytał okazał się wujkiem Asel, która nam pomagała. Jedzenia niestety nie udało nam się zamówić ale z ratunkiem przyszła nam wspomniana wcześniej Asel, która o 22:30 przywiozła nam pizze do warsztatu. Najedzeni, z uruchomionym silnikiem. możemy się zbierać. 2 godziny zbierania i sprzątania i około 00:30 dotarliśmy do hotelu gdzie czekała na nas reszta z rzeczami. Niestety Pani mająca nocny dyżur nie była zbyt miła i nie pozwoliła nam się wykąpać, ale nie to było najważniejsze – ważne że udało nam się ruszyć w drogę do domu.

Jedwabny Szlak – Kirgistan – Dzień 27 – Transport do Bischkeku

Od rana ambitnie ruszyliśmy z przygotowaniami do reanimacji auta i próby naprawy usterki.Niestety nie przyniosło to żadnego efektu i z pomocą naszego kolegi AJ, zorganizowaliśmy lawetę na ponad 200km. Laweta była konieczna ponieważ byliśmy uwięzieni pomiędzy dwoma przełęczami. O ile jest możliwe żebyśmy na nie wjechali za jakimś tirem o tyle zjazd bez hamowania silnikiem jest praktycznie nie możliwy. Laweta dowiozła nas do UAZ Center Bischkek, gdzie nasza Buchanka czeka do rana na otwarcie serwisu i wtedy będziemy wstanie postawić trafną diagnozę i poczynić kroki żeby jutro wyruszyć w dalszą drogę. Na tę chwilę pomysł jest doraźna regeneracja silnika, tak żeby dojechał do Polski. Noc spędzamy w hostelu współpracującym z firmą AJ-a Blue Camel. Jest bardzo fajnie:)

Jedwabny Szlak – Kirgistan – Dzień 26 – Osh

Z samego rana udaliśmy się do Osz, gdzie na miejscowym Bazarze oficjalnie zakończyliśmy Trakt Pamirski. Czas ruszyć do Biszkeku a stamtąd w drogę powrotną do Polski. Wieczorem mamy spotkać się z AJ, który prowadzi UAZ Buhanka Rental Bischek i jest naszym wielkim fanem:) Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilowe chłodzenie silnika. Podczas którego Jarek przyjął wyzwanie kąpieli w zimnym górskim potoku – zrobił to! Niestety droga nie poszła po naszej myśli i wieczorem kawałek za odbiciem na Talas, nasz silnik odmówił posłuszeństwa i wyzionął ducha. Wszystko wskazuje na uszczelkę pod głowicą. Idziemy spać w polu, po ciemku i tak nic nie zobaczymy,

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 25 – Przełęcz Akbajtal

Trasę z Murgob do Osz, pamiętam jak przez mgłę z powodu choroby wysokościowej. Na szczęście była to ta trzecia, lekka odmiana ale i tak dała się we znaki. W tym czasie prawie o własnych siłach udało nam się wdrapać na 4655 m.n.p.m. Prawie o własnych ponieważ 3km przed wierzchołkiem, samochód po prostu stanął na podjeździe. Kiepskiej jakości paliwo PB 95 i jeszcze gorszej 92, nie dały rady, gaz jakość ciągnął ale była już tylko końcówka. Z odsieczą przyszedł nam Lechu z Martą swoją Toyotą LandCrusier, którą wciągnęli nas na przełęcz. Na przełęczy przeprowadziliśmy atak szczytowy na 4750 m.n.p. Obecność trzech polskich samochodów na przełęczy wywołała spore zamieszanie, zwłaszcza że Lechu przygrywał do herbaty na gitarze. Po chwili zeszli się turyści, którzy również zatrzymali się na przełęcz i zaczeęa się mała biesiada. Ze względu na moją chorobę wysokościową musieliśmy jak najszybciej zjechać na dół. Postój dopiero zrobiliśmy nad pięknym jeziorem Karakulum. Obiad i stamtąd na granicę z Kirgistanem. Górskie przejście graniczne, było bardzo specyficzne, zwłaszcza ze bez żadnej elektroniki wszystko papierowo. Dodatkowo tadzyccy pogranicznicy ograbili nas z połowy suvenirów, w zamian za odpuszczenie fikcyjnych wymagań. Ok, ruszamy to Kirgistanu… ale to nie takie proste. Pas ziemi niczyjej miał chyba z 20km, brak asfaltu, ale za to był chyba drugim najładniejszym miejscem jakie widzieliśmy do tej pory. Przejście graniczne w Kirgistanie, poszło dość sprawnie. Przy okazji dowiedzieliśmy się że żona z Tadżykisatu kosztuje około 2000$, które należy zapłacić rodzinie. Po opuszczeniu granicy ruszyliśmy do Osz, gdzie na przedmieściach rozbiliśmy obóz. ENG The route from Murgob to Osz, I remember foggy, because of altitude sickness. Fortunately, it was the third, light variety, but it still came to the mark. At that time, we were able to climb 4655 m.n.p.m on our own strengths. Almost about their own because 3km before the top, the car just stood in the driveway. Poor quality fuel of the PB 95 and even worse 92, did not give advice, the gas quality continued but there was only the tip. With relief, Lech and his Toyota LandCrusier came to us and they pulled us to the pass. At the pass, we conducted a peak attack at 4750 m.n. The presence of three Polish cars on the pass caused a lot of confusion, especially since Lech was playing guitar during tea break. After a while, the tourists came together, who also stopped on the pass and a small feast began. Due to my altitude disease, we had to get down as fast as possible. We have just stopped at the beautiful Karakulum Lake. Lunch and from there to the border with Kyrgyzstan. The mountain border crossing was very specific, especially with no electronics all paper. In addition, the Tadzice border guards plundered us from half suvenirs, in exchange for forgiveness of fictitious requirements. Ok, we’re going to Kyrgyzstan … but it’s not that easy. The belt of no-man’s land had probably 20km, no asphalt, but it was probably the second most beautiful place we have seen so far. The border crossing in Kyrgyzstan went quite smoothly. By the way, we learned that a wife from Tajikistan costs about $ 2,000, which must be paid to the family. After leaving the border, we went to Osh, where we camped in the suburbs.

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 24 – Droga do Murgob

Trasa wzdłuż Korytarza Wachańskiego była całkiem przyjemna. Dopiero odcinek kierujący na przełęcz przy Murgrob dała nam się we znaki. Na odcinku ponad 100km prawie żywej duszy. Jedziemy cały czas na wysokości około 3000 m.n.p.m i oddychanie na prawdę nie jest takie łatwe. Jakie było nasze zdzwieie gdy dotarliśmy na nową M41. Prawie normalny asfalt… no nie taki normalny bo pare razy udało nam się wybić w powietrze.. Wreszcie słyszymy co do siebie mówimy wcześniej było to niemożliwe. Dojeżdżając do Murgob, zobaczyliśmy piękną panoramę Pamiru. W mieście szukając sklepu zaparkowaliśmy przy kolorowej Toyocie. Naszą uwagę zwrócił napis polski offroad na boku.. Od razu rzuciliśmy głośne co tu sie dzieje.. i naszym oczom ukazał się Tomasz „Beer”. Podróżnik będący w swojej kilkumiesięcznej wyprawie do Japonii po następce swojego ukochanego psa. \\\\\\\\\\\\\\\\\\ENG The route along the Wakhan Corridor was quite pleasant. Only the section that led to the Murgrob pass gave us a toll. On the episode over 100km almost a living soul. We ride all the time at an altitude of around 3000 m.n.p.m and breathing is not really easy. What was our call back when we arrived at the new m41. Almost normal asphalt … well, not so normal because we managed to blow up a few times … Finally, we hear what we say before it was impossible. Arriving at Murgob, we saw a beautiful panorama of Pamir. In the city looking for a store, we parked next to the colorful Toyota. Our attention was drawn by the inscription on the Polish side off the side .. We immediately shouted loud what is happening here … and our eyes appeared Tomasz „Beer”. A traveler who is in his several-month trip to Japan after the succession of his beloved dog.

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 23 – Korytarz Wachański

Po dość długich rozmowach z młodą gospodyniom, która opowiedziała nam o życiu w Chorog i jej narodzie Pamirczyków oraz Tadżykistanie, trochę zmieniła się nasza wizja Pamiru i całego kraju. Na śniadanie zaserwowano nam pyszne sadzone jajka oraz sziricziri czyli coś w rodzaju naszej zupy mlecznej z dodatkiem herbaty. Rano próbowaliśmy uzupełnić nasze zapasy wody, niestety w Chorog to już nie jest łatwe. Lokalna ludność mówi – „Przecież mamy w kranie, po co nam ze sklepu”. Odwiedziliśmy również lokalny targ na którym można kupić wszystko od pieczywa po odzież w całkiem przystępnych cenach Z dość dużym opóźnieniem ruszyliśmy na południowy szlak. Droga pozytywnie nas zaskoczyła. Była w dużo lepszym stanie niż droga z Duschanbe do Chorog. Mijając okoliczne wioski zauważyliśmy że pomimo dużej biedy panuje tu zauważalny porządek. Bardzo chcieliśmy odwiedzić sobotni targ na granicy Tadzycko – Afgańskiej, w miejscowości Iskoshin, niestety ze względu na aktywność Talibów, został on zamknięty do odwołania. Wieczorem dotarliśmy mniej wiecej do połowy koryt za Wachańskiego. W miejscowości Yamachun zobaczyliśmy ruiny twierdzy z XII wieku, oraz odwiedziliśmy gorące źródła. Jest to święte miejsce dla lokalnej ludności, zwłaszcza dla Pań, które przychodzą tu gdy planują powiększenie rodziny. Noc spędziliśmy pod gwiazdami, na około 3000 m.n.p.m, niebo wyglądało magicznie.

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 22 – Droga do Chorog c.d.

Dawno tak dobrze nam się nie spało i nie myło 😉 Pierwsza normalna europejska łazienka od wyjazdu z Polski. Po ogarnięciu zeszliśmy na śniadanie. Kolejne zaskoczenie… w Polsce takim śniadaniem podejmujesz na prawdę ważnych gości. Poprosiliśmy o jajecznice, i kolejny zaskoczenie. Jajecznica na wschodzie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co dostaniesz. tym razem był to omlet z nadzieniem. Z racji że Adrianna jest wegetarianką zapytaliśmy czy na pewno jest bez miesa… tak jest bez mięsa tylko z kiełbasą:) W czasie gdy jedliśmy śniadanie kierowca Pani z czerwonego półksiężyca umył nam auto!!!!! Ta podróż każdego dni zaskakuje nas bardziej. Kontynuujemy naszą drogę do Chorog wzdłuż granicy z Afganistanem. Podróż przebiegła bez żadnych przygód. Do Chorog dotarliśmy tuż przed zmrokiem. Znaleźliśmy miły zaciszny hostelik do którego później doczołgali się kolejni „Moongoli”. Poszliśmy na miasto w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.. chociaż ciut ciut zachodniego … pizzeria zamknięta o 8, więc znaleźliśmy jakiś fastfood w „stylu amerykańskim”… nigdy więcej:) Wróciliśmy do hoteliku żeby zasiąść do biesiady z Mongołami.. prosząc gospodynie o szklanki, zostaliśmy zapytani co chcemy na zakąskę.. Ten kraj na prawdę zaskakuje:)

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 21 – Droga do Choroh

Była to pierwsza zimna noc. Spaliśmy gdzieś w górach przy trasie M41. Poranny widok z namiotu na prawdę powodował uśmiech na twarzy ale było to nic w porównaniu z tym co czekało nas kilkanaście kilometrów dalej. Dobrym pomysłem było zostać tam na noc, ponieważ zakładaliśmy ze droga do Chorog jest asfaltowa, nic bardziej mylnego. 400 km szutrów, podjazdów i dziur. Na szczęście trud drogi rekompensują niesamowite widoki a to dopiero początek. Przejeżdżając przez trakt mijamy wioski i wioseczki w których witają nas miejscowi. Nie ma większego problemu z dostępem do sklepów czy paliwa. Na jednym z podjazdów spotkaliśmy trzy młode, piękne francuski, które na rowerach przemierzają Pamir – Szacunek dziewczyny! Udało nam się wdrapać na przełęcz na wysokości 3252,8 m.n.p. i jak na razie to najwyższy punkt na jaki wdrapał się nasz osiołek.. tak tak osiołek. Z racji prędkości i dynamiki nasza buchanka zyskała przydomek osiołek jak w książce Stasiuka. Części naszej trasy przebiegała przez przygraniczne pola minowe, na których pasły się owce. Ale jakoś żadna nie chciała się rozerwać 😉 Wieczorem dotarliśmy do miejscowości Kalakihum, około 200km od Chorog. Więcej na prawdę się nie dało. Kilka kilometrów wcześniej na ostatnim posterunku policji zabraliśmy na stopa lokalesa, który zaprosił nas na herbatę, Okazało sie ze jest to wykwintna kolacja z herbata, lokales okazał się weterynarzem, który ma 7 dzieci i 11 wnucząt. Ciężko było odróżnić wnuczki od dzieci 😉 po pysznej kolacji zaproponował nam nocleg, ale nie śmialiśmy przyjąć aż tyle za zwykłe podwiezienie. Cofnęliśmy się kawałek do hoteliku położonego trochę powyżej miasta. Po negocjacji ceny zostaliśmy. Inexpensive Hotel Zing w Badakshan. Siedzimy na balkonie, wsłuchując się w szum potok, płynącego poniżej i rozmawiamy Tadżykistanie i Pamirze z przemiłą Panią z Czerwonego Półksiężyca, która opiekuje się tym regionem. Kolejny magiczny wieczór.

Jedwabny Szlak – Tadżykistan – Dzień 20 – Duschambe

Nocne oczekiwanie na pozostałe uazy, i dziś wreszcie wjechaliśmy na terytorium Tadzykistanu. Kraj powitał nas bardzo miło.. dwie piękne pograniczniczki wpuściły nas do kraju;) Kontrola raczej bez większych problemów, przynajmniej piesza. samochody musiały chwilę poczekać. Ruszyliśmy w stronę Duschanbe, gdzie uzupełniliśmy zapasy. Jak na stolicę po sowieckiego Państwa, robi ogromne wrażenie.. przepych aż bije po oczach. Zaprowiantowani i zatankowani ruszamy na Chorog… skąd zacznie się najciekawsza część Traktu Pamirskiego! Pod wieczór rozbiliśmy obóz z pozostałymi UAZami. Kolacja i wieczór przy świecach zapłonowych:) Wszystko wskazuje że trochę nam sie zawory rozregulowały ale w przypadku UAZa to normalne po 8 tys. km. Pierwsza zimna noc w górach, a jak na razie jesteśmy stosunkowo nisko.